Moją pierwszą myślą, jak zakładałem tego bloga było przeświadczenie, że nikt nie będzie go czytał. Oprócz Staha, który sztucznie napędzał mi ilość komentarzy poprzez dodanie subskrypcji RSS i kilku innych osób zaglądających tu przelotnie, byłem pewien, że piszę w czarną dziurę! Ale nie...
Dziś dostałem maila. Sądząc po kilku błędach interpunkcyjnych i fleksyjnych nie tylko ja. Zachwalał on początkowo kunszt mojego warsztatu twórczego. Tak, tak, połechtał ego. Ale nic to, czytam dalej. Potem, że słucham fajnej muzyki - to wiem, więc czytam dalej. Potem już tylko wychwalanie ostatnich dwóch postów, jakie dodałem i wreszcie przejście do meritum sprawy. Oto one:
Nie czuję się może w tych sprawach ekspertem, ale już nie jeden marketing widziałem. A ten jest denny. Facet ma na imię Dmytro. Skąd jest? Jest pewnie obywatelem świata cyfrowego. Co reklamuje? Portal wyszukujący oferty pracy na całym świecie, który zaczerpnął nazwę z popularnych googli. Kurcze, chciałem już umieścić nazwę tego ustrojstwa w tym poście, a to byłoby niewątpliwie sukcesem Pana D. Ale nie dajcie się zwieść, nie będzie dobrej woli z mojej strony!
Ha, a wiecie, co jest najlepsze? Cytat, który następuje: "Kocham swoją pracę, mamy przyjazny zespół i dobre kierownictwo, ale niestety nie mam pojęcia jak przekonać bloggera umieścić do nas link, obawiam się, mogę zostać wyrzucony za to z pracy :("
Panie Dmytro, z całym szacunkiem, za taki marketing, to nawet mam nadzieję, że Pana wyrzucą z pracy...
P.S. a mój znak zodiaku to też bliźnięta!
P.S. 2 Cytat nr dwa: "i spędziłem na twoim blogu jeszcze godzinę" - ta, a przeczytanie wszystkich postów zajmuje 15 min.
12 lat temu