Szukaj na tym blogu

czwartek, 6 października 2011

Płaczliwy mail

Moją pierwszą myślą, jak zakładałem tego bloga było przeświadczenie, że nikt nie będzie go czytał. Oprócz Staha, który sztucznie napędzał mi ilość komentarzy poprzez dodanie subskrypcji RSS i kilku innych osób zaglądających tu przelotnie, byłem pewien, że piszę w czarną dziurę! Ale nie...
Dziś dostałem maila. Sądząc po kilku błędach interpunkcyjnych i fleksyjnych nie tylko ja. Zachwalał on początkowo kunszt mojego warsztatu twórczego. Tak, tak, połechtał ego. Ale nic to, czytam dalej. Potem, że słucham fajnej muzyki - to wiem, więc czytam dalej. Potem już tylko wychwalanie ostatnich dwóch postów, jakie dodałem i wreszcie przejście do meritum sprawy. Oto one:
Nie czuję się może w tych sprawach ekspertem, ale już nie jeden marketing widziałem. A ten jest denny. Facet ma na imię Dmytro. Skąd jest? Jest pewnie obywatelem świata cyfrowego. Co reklamuje? Portal wyszukujący oferty pracy na całym świecie, który zaczerpnął nazwę z popularnych googli. Kurcze, chciałem już umieścić nazwę tego ustrojstwa w tym poście, a to byłoby niewątpliwie sukcesem Pana D. Ale nie dajcie się zwieść, nie będzie dobrej woli z mojej strony!
Ha, a wiecie, co jest najlepsze? Cytat, który następuje: "Kocham swoją pracę, mamy przyjazny zespół i dobre kierownictwo, ale niestety nie mam pojęcia jak przekonać bloggera umieścić do nas link, obawiam się, mogę zostać wyrzucony za to z pracy :("


Panie Dmytro, z całym szacunkiem, za taki marketing, to nawet mam nadzieję, że Pana wyrzucą z pracy... 


P.S. a mój znak zodiaku to też bliźnięta!
P.S. 2 Cytat nr dwa: "i spędziłem na twoim blogu jeszcze godzinę" - ta, a przeczytanie wszystkich postów zajmuje 15 min.

1 komentarz: